Kto się (nie)boi powstania styczniowego?


Od września w Muzeum UJ Collegium Maius pojawi się nowy bilet wstępu, który zaprojektowała Paulina Gębica. Nowy bilet zainauguruje cykl biletów kolekcjonerskich w Muzeum UJ.
Portfolio Pauliny:
Jan Różański, wychowanek krakowskiej ASP, rysuje komiks o prof. Zygmuncie Grodzińskim (1896-1982). Komiks będzie opowiadał historię Profesora w czasie drugiej wojny światowej i nawiązuje do, odnalezionego “w papierach” prof. Grodzińskiego, satyrycznego szkicownika z okresu jego pracy w niemieckim Instytucie Badań nad Durem Plamistym i Wirusami.
Prof. Grodziński był światowej sławy biologiem, wychowawcą całego grona wybitnych uczonych. W latach dwudziestych należał do pionierów stosowania hodowli tkanek in vitro, po II wojnie światowej doprowadził do powstania pierwszej w Krakowie pracowni mikroskopu elektronowego.
Uwięziony w wyniku Sonderaktion Krakau, przebywał w obozie Sachsenhausen do 8 lutego 1940 roku. Po powrocie do Krakowa pracował jako laborant w niemieckim Instytucie Badań nad Durem Plamistym i Wirusami, jednocześnie prowadził wykłady na tajnym Wydziale Lekarskim UJ. Do emerytury w 1966 roku kierował Zakładem Anatomii Porównawczej.
Był rektorem UJ w latach 1956-1958.
Gest, jeżeli pamiętamy o jego podwójnym znaczeniu, jako małego ruchu ciała i jednocześnie małego ruchu społecznego, zakłada istnienie społeczności, i to niekoniecznie społeczności, która ma jakieś wspólne doświadczenie, ale raczej takiej, która próbuje nawiązać komunikację ponad przepaścią różnic. (…) Czym są zatem moje gesty, kiedy stoję na poboczu historii? (…)
W praktyce mamy tu zawsze postać obcego, świadka traumy, który jakkolwiek rozpaczliwie chciałby ratować, ma do dyspozycji jedynie GEST, machanie z pobocza temu, co było, machanie do maszerujących w pochodzie.
Cytat: Julia Creet, Na poboczu: świadkowie i gest, przeł. Tomasz Mazur, w: Pamięć w filozofii XX wieku, red. Zofia Rosińska, Warszawa 2006, s. 148-149.
Józef Wolski (1910-2008), historyk hellenizmu i Iranu. Ukończył studia na Wydziale Filozoficznym UJ, doktoryzował się w 1936 roku. Aresztowany w czasie “Sonderaktion Krakau” przebywał w obozach koncentracyjnych Sachsenhausen i Dachau. Po zwolnieniu w styczniu 1941 roku pracował na Tajnym Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1946 roku habilitował się na UJ, po czym pracował na Uniwersytetach w Łodzi i Wrocławiu. Od 1958 roku do emerytury związany z Uniwersytetem Jagiellońskim.
Franciszek Wasyl
Przedstawiam poniżej fragmenty katalogu wystawy “Do piekła Sachsenhausen”. Publikacja towarzyszyła wystawie o tym samym tytule, prezentowanej od 6 XI 2010 do 3 IV 2011 roku w Fabryce Emalia Oskara Schindlera w Krakowie. Prawa autorskie do publikacji zostały udostępnione przez wydawcę Studio Widnokrąg. Książkę można dostać w sklepach Muzeum Historycznego Miasta Krakowa.
F.W.
Wydawało się, że o tragicznych wydarzeniach 6 listopada 1939 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim powiedziano już wszystko. Po wojnie pojawiły się wspomnienia profesorów (m.in. prof. Stanisława Pigonia, prof. Jana Gwiazdomorskiego) więzionych w niemieckim obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, a także rozliczne publikacje naukowe dotyczące okupacji hitlerowskiej Krakowa i wojennych losów mieszkańców tego miasta.
Tymczasem w ostatnich dniach ujawniono istnienie nieznanego dotychczas zapisu pamiętnikarskiego tamtych wydarzeń. Autorem dokumentu jest Zygmunt Starachowicz – absolwent Wydziału Prawa UJ, przypadkowo aresztowany w czasie „Sonderaktion Krakau”. Pamiętnik obejmuje „krakowski etap” więzienia pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego, zanim zostali przewiezieni do Wrocławia, a następnie do niemieckiego obozu koncentracyjnego Sachsenchausen w Oranienburgu niedaleko Berlina. Jest on najdłuższym i najbardziej szczegółowym zapisem pamiętnikarskim przebiegu „Sonderaktion Krakau” ze wszystkich dotychczas upublicznionych. Zawiera odręczne rysunki autora ukazujące kaplicę więzienia na Montelupich, w której przetrzymywano aresztantów przez pierwszą noc uwięzienia oraz rysunki pokoju i innych miejsc w koszarach 20 Pułku Piechoty przy ul. Mazowieckiej, do którego pracowników UJ przewieziono następnego dnia. Najciekawsze są jednak opisy doświadczeń, emocji i postaci dramatu. Zygmunt Starachowicz okazał się mistrzem obrazowania za pomocą słowa pisanego:
Prof. Adam Krzyżanowski, ekonomista (…), znalazł sobie miejsce w konfesjonale. Jego starcza twarz, blada i dziwnie zafrasowana, oczy zda się błądzące gdzieś w świecie abstrakcji. Wszystko to tonęło w mroku konfesjonału, a w bladym świetle wpadającym poprzez brudne matowe szyby, widać było wyraźnie jedynie długie delikatne palce, jakby z wosku rzeźbione, na których ciepłym kolorem jaśniał złoty pierścień.
Pamiętnik Zygmunta Starachowicza, udostępniony Archiwum UJ przez prawnuczkę autora Katarzynę Starachowicz, jest już opracowywany redakcyjnie i przygotowywany do druku. Dokument zostanie zaopatrzony w biogram autora, który po więzieniu w Sachsenhausen i Dachau, został po raz kolejny aresztowany za działalność w AK i zamordowany przez Niemców we wrześniu 1944 roku w Krakowie.
Franciszek Wasyl
W Polsce popularny jest sąd, że czas komunizmu miał jednak pewne plusy i nie można go potępiać w czambuł. Sąd ten oparty na naturalnej tendencji szukania czegoś pozytywnego w każdej sytuacji politycznej jest, jak się wydaje, naturalną skłonnością człowieka. Ta prawda odzwierciedla się w wymiarze ogólnym – narodowym, jak i szczegółowym – w losie poszczególnych osób. I tak „czarnym ludem” jest osoba uwikłana w pracę dla bezpieki w PRL, ale wysocy funkcjonariusze PZPR, i dzisiaj aktywni w życiu publicznym, są oceniani z umiarem, a często nawet przychylnie. Istna to schizofrenia oglądu rzeczywistości. Generalnie jednak i jedni, i drudzy pozostają nadal aktywni w wielu sferach publicznej aktywności. Zwolennicy teorii spiskowej mówią nawet, że trzymają ster władzy w kraju nad Wisłą, gdyż dysponują wielkim kapitałem. Nie wiem. Wiem natomiast, że wielu z nich piastuje wysokie funkcje w instytucjach publicznych szczególnie ważnych z obywatelskiego punktu widzenia, takich jak na przykład uniwersytety, muzea itd.
Inny przykład na to, że jednak Polska Ludowa miał coś w sobie pozytywnego to fakt, że wówczas dużo się budowało mieszkań i innych obiektów użyteczności publicznej, no i że ludzie generalnie mieli pracę. Było dobrze, jak mówią. Taka to ,wśród orędowników tej teorii, miara powojennej polskiej ambicji narodowej.
Dla wielu jednak nic w komunizmie nie było w porządku. Z prostej przyczyny, komunizm nie wypływał z polskich doświadczeń, a przede wszystkim z naturalnego u Polaków oczekiwania wolności. Komunizm był systemem narzuconym przez Rosjan-Sowietów, na takiej samej zasadzie jak Niemcy próbowali zbudować swój ład w Generalnym Gubernatorstwie. Jednym udawało się to przez ponad 5 lat okupacji, drugim przez blisko pół wieku. Ten sąd nie jest ekstremalny, jeśli spróbujemy zdystansować się do własnych emocji i uznamy, że obydwa systemy dążyły w gruncie rzeczy do tego samego: do wyzucia Polaków z ich własnej tradycji i do zawładnięcia ich przestrzenią życia.
Permanentnej dewastacji Polski przez komunizm nikt przecież nie zaprzeczy – to widać do dzisiaj, po jakości życia w państwie, które graniczy z jedną z największych gospodarek świata w centrum zachodniej cywilizacji.
Dzisiaj, po 20 latach demokracji, debata nad historią Polski nadal trwa. Miałka to debata i gorzka to konstatacja. Z jednej strony meritum sprawy ginie gdzieś w szczególe akademickiej analizy, z drugiej widać szereg tematów tabu. Zgadam się z tymi, którzy zadziwieni są brakiem monografii bohaterów naszej historii: Jacka Kuronia, Bronisława Geremka, Aleksandra Kwaśniewskiego, postaci przemilczane można by wymieniać bez końca; dorzuciłbym do tego historiograficznego oczekiwania także takie tematy jak relacje polsko-żydowskie w czasie wojny, czy zagadnienia związane z historią gospodarczą. To wszystko jest gdzieś zawieszone w próżni. Czy ta historiograficzna cisza, to cisza przed burzą? Trudna powiedzieć, ale kazus pracy magisterskiej Pawła Zyzaka poświęconej Lechowi Wałęsie daje do myślenia.
Na razie cisza historiograficzna przynosi swój efekt, szczególnie w wymiarze międzynarodowym. W zachodnich mediach pojawiają się często „polskie obozy koncentracyjne”, Niemcy całkiem na serio mówią, że II wojna jest dziełem nie ich, tylko nazistów. Rosjanie w ogóle nie dostrzegają swojego udziału w rozpętaniu wojennej katastrofy w latach 1939-1941 i świętują co roku wielkie zwycięstwo w wojnie, którą sami spowodowali (wespół z Niemcami). Polski antysemityzm tej wojny stał się wręcz przysłowiowy, dzięki publikacjom Jana Tomasza Grossa i aprobacie publicystów z najpotężniejszych polskich mediów.
Najgorsze z tego wszystkiego jest jednak to, że polska młodzież ma coraz mniejszą szansę spotkać się z historią w swojej szkole. Otóż historia, w ponadgimnazjalnych klasach profilowanych, nie jest przedmiotem obowiązkowym. Trudno zatem liczyć, że w najbliższej przyszłości będzie miał kto bronić prawdy historycznej o Polsce i Polakach.
Likwidujemy się sami, takie czasy.